Pielęgnacja włosów.
sobota, 5 stycznia 2013
CZEGO NIE WOLNO ROBIĆ WŁOSOM!
Dzisiaj chcę wam przedstawić błędy jakie niegdyś popełniałam, które doprowadziły moje włosy do fatalnego stanu. Są to naprawdę rażące błędy.
1. PIELĘGNACJA OGRANICZAJĄCA SIĘ DO SZAMPONU. Dziś jest to dla mnie nie do pomyślenia, kiedyś było codziennością i nie widziałam w tym nic złego. Moje włosy nieustannie narażone były na uszkodzenia zewnętrzne, przecież nic, żadne serum ich nie ochraniało. Dziś po każdym umyciu włosów nakładam na włosy odżywkę (ze względu na mieszkanie w internacie i ograniczony czas w łazience odżywkę najczęściej nakładam na ok.10 minut, ale to spokojnie wystarcza). Oczywiście nigdy nie rozstaję się z serum ochronnym. Przetestowałam już kilka serów do zabezpieczania końcówek, ale o tym oddzielny post. Obecnie numerem 1 jest serum CHI.
2. CZESANIE PROSTYCH WŁOSÓW NA MOKRO. Co prawda moje włosy nie są do końca proste, czasem płatają figle w postaci pojedynczych falek, jednak nie zakwalifikowałabym moich włosów do fal. Przez dość długi czas czesałam moje włosy na mokro, kiedy były najbardziej narażone na uszkodzenia. Kołtuniły się strasznie, wychodziły przy tym garściami i łamały się, ale nic sobie z tego nie robiłam. Dziś rozczesuję włosy gdy już są zupełnie suche, zazwyczaj nie mam problemów z rozczesaniem, jednak gdy takowy problem się pojawia, natychmiast traktuję moje włosy odżywką Mariona NaturaSilk do włosów blond. Uwielbiam ją :)
3. CHODZENIE SPAĆ W MOKRYCH WŁOSACH. W związku z tym, że nigdy nie miałam wiele czasu na takie przyziemne czynności jak mycie włosów robiłam to zawsze późnym wieczorem. Oczywiście zaraz po umyciu włosów kładłam się spać z mokrymi włosami. Rano budziłam się z odgniecionymi zbijającymi się w strąki "kluskami", bo tak to można by określić. Dziś nigdy nie pozwalam sobie na pójście spać z mokrymi włosami, jeśli nie mam dużo czasu na to aby włosy wyschły naturalnie to suszę je chłodnym nawiewem suszarki. Nigdy nie chodzę spać z mokrymi, rozpuszczonymi włosami. Kiedy wieczorem nadchodzi ten cudowny moment gdy mogę wreszcie wygodnie ułożyć się w łóżeczku moje włosy zawsze są suche i spięte w koczka-ślimaka lub w warkoczu.
4. CHODZENIE BEZ CZAPKI ZIMĄ. Zdarzało mi się to bardzo często. Zawsze miałam końskie zdrowie (to zasługa picia tranu), więc nie musiałam się przejmować chorobami i całą zimę chodziłam bez czapki. Mróz na dworze osłabiał cebulki włosów przez co zawsze zimą bardzo wypadały. Teraz nadal chodzę bez czapki, bo jakoś mnie drażni gdy zsuwa mi się na czoło, ale chodzę w puchowym kapturze i nadmierne wypadanie mnie nie dotyczy :)
5. NIE PODCINANIE WŁOSÓW. Przez kilka lat nie obcinałam włosów. Przez mniej więcej 3-4 lata nie podcięłam ani milimetra, ponieważ zawsze marzyłam o długich włosach, jednak one przez ten cały czas były ten samej długości. Myślę, że to jest błąd numer 1 jaki się popełnia zapuszczając włosy. Może się to wydawać bezsensowne, no bo zapuszczać włosy i je obcinać? Też tak kiedyś myślałam, ale nie podcinając zniszczonych końcówek, zniszczenia idą w górę i włosy się łamią. W efekcie, mimo iż włosy rosną to tego nie widać, ponieważ końce ciągle się łamią i włosy stają się coraz krótsze. Obecnie podcinam końcówki co
3-4 miesiące i to moim włosom zupełnie wystarcza.
6. AKCESORIA DO WŁOSÓW. Wszystkie te ciasne gumki z metalowymi wstawkami, wsuwki o ostrych zakończeniach rzuciłam w kąt. Dziś używam tylko miękkich frotek :)
To chyba takie dość typowe i największe z moich błędów, na pewno nie są to wszystkie z popełnianych niegdyś przeze mnie, ale na tą chwile nic więcej mi się nie przypomina.
Cieszę się, że trafiłam do tego blogowego włosowego świata, teraz już co nieco wiem o pielęgnacji włosów, jednak nadal jest to kropla w morzu. Fajnie, że jest tyle wspaniałych blogerek, które dzielą się swoją wiedzą i doświadczeniem w pielęgnacji włosów :)
sobota, 29 grudnia 2012
czwartek, 27 grudnia 2012
Początki. Moja włosowa historia.
Dzień dobry, bo przecież od czegoś trzeba zacząć :)
Moja przygoda z włosomaniactwem zaczęła się bardzo niedawno, bodajże na początku wakacji kiedy to zorientowałam się, że moje włosy właściwie niczym nie różnią się od...sianka. Może to lekkie wyolbrzymienie, ale stan moich włosów był opłakany. Ale cóż się dziwić skoro moja pielęgnacja włosów ograniczała się do używania szamponu i od czasu do czasu jakieś serum nieumiejętnie stosowane na całe włosy przez co były one tłuste.
Niestety nie mam żadnej fotografii z tego okresu, zatem może troszkę opowiem o swoich włosach.
Mój naturalny kolor włosów to ciemny mysi blond. Nigdy nie byłam z tego faktu szczególnie zadowolona, dlatego też w wieku (O ZGROZO!) 13 lat rozjaśniłam włosy. Wyszło oczywiście żółtko. Jakoś tak sobie żyłam z tą jajecznicą na głowie. Potem rozjaśniłam jeszcze raz, bo odrost był już duży. Oczywiście do tego wszystkiego doszło jeszcze prostowanie. O dziwo włosy długo utrzymywały się z dosyć ładnym stanie. Były zdrowe i nie wypadały. Dopiero kilka miesięcy później zaczęło się. Włosy leciały i leciały, a ja bałam się, że zaraz będę łysa. Uratował mnie szampon Farmony Radical do włosów suchych i zniszczonych. Skutecznie zahamował wypadanie, jednak stosowany bez odżywki zrobił okropne sianko z moich włosów.
Potem ciocia (fryzjerka) ufarbowała mi włosy na ciemny blond. Wyszło ładnie, ale farba zmyła się po 2 tygodniach i w dalszym ciągu chodziłam z żółtkiem. Zostały rude refleksy. O dziwo nie wyglądało to brzydko, więc nie farbowałam ponownie.
Następnie przyszedł szał na szamponetki. Ufarbowałam na jakiś brąz, już dokładnie nie pamiętam nazwy. Wyszło ładnie, ponoć było mi do twarzy. Jedna fotka mi się zachowała ;)
włosy zafarbowane szamponetką
Na zdjęciu widać moje cienkie rzadkie smętnie wiszące włoski :( Niestety włosy się dziedziczy, ja mam po mamie smętne mysie ogonki. Bo tata...tata ma piękne gęste czarne loki o jakich zawsze marzyłam :( eh, ta matka natura
Szamponetka się zmyła. Potem już tylko zapuszczałam. Odrost był już spory (ok 10 cm) kiedy zdecydowałam, że chcę mieć włosy w kolorze jasnego blondu. Farbowałam pianką ze schwarzkopfa, którą serdecznie polecam, jest świetna. Farbowałam nią bodajże 3 lub 4 razy.
Następnie, zmęczona farbowaniem, zdecydowałam się powrócić do natury. Ufarbowałam włosy na ciemny blond, aby rosły już w swoim naturalnym kolorze, jednak farba zmyła się bardzo szybko. I na tym skończyła się moja przygoda z farbowaniem. Obecnie zapuszczam włosy w ich naturalnym kolorze. Mój odrost wynosi ponad 10 cm., ale ponoć nie wygląda to strasznie tylko tak jakbym miała jaśniejsze refleksy od słońca. albo pasemka.
A teraz możecie zobaczyć obecny stan czupryny:
Przepraszam za jakość, ale nie posiadam dobrego aparatu. Może niewiele z tego widać, postaram się o lepsze zdjęcia wkrótce :)
Jak widać stan włosów jest...mocno średni, ale nawet taki ich stan bardzo mnie cieszy biorąc pod uwagę to jak wyglądały przed rozpoczęciem pielęgnacji :)
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)















