Zainspiruj się :)
sobota, 29 grudnia 2012
czwartek, 27 grudnia 2012
Początki. Moja włosowa historia.
Dzień dobry, bo przecież od czegoś trzeba zacząć :)
Moja przygoda z włosomaniactwem zaczęła się bardzo niedawno, bodajże na początku wakacji kiedy to zorientowałam się, że moje włosy właściwie niczym nie różnią się od...sianka. Może to lekkie wyolbrzymienie, ale stan moich włosów był opłakany. Ale cóż się dziwić skoro moja pielęgnacja włosów ograniczała się do używania szamponu i od czasu do czasu jakieś serum nieumiejętnie stosowane na całe włosy przez co były one tłuste.
Niestety nie mam żadnej fotografii z tego okresu, zatem może troszkę opowiem o swoich włosach.
Mój naturalny kolor włosów to ciemny mysi blond. Nigdy nie byłam z tego faktu szczególnie zadowolona, dlatego też w wieku (O ZGROZO!) 13 lat rozjaśniłam włosy. Wyszło oczywiście żółtko. Jakoś tak sobie żyłam z tą jajecznicą na głowie. Potem rozjaśniłam jeszcze raz, bo odrost był już duży. Oczywiście do tego wszystkiego doszło jeszcze prostowanie. O dziwo włosy długo utrzymywały się z dosyć ładnym stanie. Były zdrowe i nie wypadały. Dopiero kilka miesięcy później zaczęło się. Włosy leciały i leciały, a ja bałam się, że zaraz będę łysa. Uratował mnie szampon Farmony Radical do włosów suchych i zniszczonych. Skutecznie zahamował wypadanie, jednak stosowany bez odżywki zrobił okropne sianko z moich włosów.
Potem ciocia (fryzjerka) ufarbowała mi włosy na ciemny blond. Wyszło ładnie, ale farba zmyła się po 2 tygodniach i w dalszym ciągu chodziłam z żółtkiem. Zostały rude refleksy. O dziwo nie wyglądało to brzydko, więc nie farbowałam ponownie.
Następnie przyszedł szał na szamponetki. Ufarbowałam na jakiś brąz, już dokładnie nie pamiętam nazwy. Wyszło ładnie, ponoć było mi do twarzy. Jedna fotka mi się zachowała ;)
włosy zafarbowane szamponetką
Na zdjęciu widać moje cienkie rzadkie smętnie wiszące włoski :( Niestety włosy się dziedziczy, ja mam po mamie smętne mysie ogonki. Bo tata...tata ma piękne gęste czarne loki o jakich zawsze marzyłam :( eh, ta matka natura
Szamponetka się zmyła. Potem już tylko zapuszczałam. Odrost był już spory (ok 10 cm) kiedy zdecydowałam, że chcę mieć włosy w kolorze jasnego blondu. Farbowałam pianką ze schwarzkopfa, którą serdecznie polecam, jest świetna. Farbowałam nią bodajże 3 lub 4 razy.
Następnie, zmęczona farbowaniem, zdecydowałam się powrócić do natury. Ufarbowałam włosy na ciemny blond, aby rosły już w swoim naturalnym kolorze, jednak farba zmyła się bardzo szybko. I na tym skończyła się moja przygoda z farbowaniem. Obecnie zapuszczam włosy w ich naturalnym kolorze. Mój odrost wynosi ponad 10 cm., ale ponoć nie wygląda to strasznie tylko tak jakbym miała jaśniejsze refleksy od słońca. albo pasemka.
A teraz możecie zobaczyć obecny stan czupryny:
Przepraszam za jakość, ale nie posiadam dobrego aparatu. Może niewiele z tego widać, postaram się o lepsze zdjęcia wkrótce :)
Jak widać stan włosów jest...mocno średni, ale nawet taki ich stan bardzo mnie cieszy biorąc pod uwagę to jak wyglądały przed rozpoczęciem pielęgnacji :)
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)















